Gram w otwarte karty.

Nie jestem trenerem ani lekarzem i nie rozpiszę Ci planu na masę. Piszę o tym, co zadziałało u mnie.

Ten tekst jest dla Ciebie, jeśli na siłowni nie byłeś nigdy. Albo byłeś raz, w styczniu, i więcej nie wróciłeś. Ja chodzę prawie codziennie i chcę Ci opowiedzieć dlaczego.

01Zacząłem za późno. I to jest pierwsza lekcja.

Przed komputerem siedzę od 1990 roku. Najpierw Atari, potem pierwsze strony, potem klienci i projekty. Ciało przez lata było gdzieś pod biurkiem i przypominało o sobie tylko wtedy, kiedy coś zaczynało boleć.

Za siebie wziąłem się dopiero jakieś 10 lat temu, po ponad 25 latach przy biurku. Doszedłem do momentu, w którym nie byłem w stanie normalnie siedzieć ani się skupić. Kość ogonowa, lędźwie, barki, zawsze coś. Pisałem o tym szerzej w tekście 36 lat przed komputerem.

Na siłownię poszedłem więc nie dla formy, tylko dlatego, że nie miałem już wyjścia.

02Nie chodzę tam po mięśnie

Na początku myślałem, że chodzi o ciężary: ile podniosę, ile powtórzeń, ile kilo więcej niż w zeszłym tygodniu. Szybko zrozumiałem, że to tylko dodatek.

Przez godzinę nie mam telefonu w ręce, nie odpisuję klientom i nie poprawiam marginesów w Webflow. Głowa, której nie zasypujesz bodźcami, w końcu zaczyna myśleć. Sporo moich najlepszych pomysłów na projekty przyszło mi właśnie między seriami.

PO CO TAM CHODZĘ
Przede wszystkim po dyscyplinę. Mięśnie przychodzą przy okazji.

03Środek dnia to moja najlepsza pora

Nie trenuję rano ani wieczorem. Idę w środku dnia, kiedy mam już za sobą kilka godzin siedzenia przed ekranem.

To jest moment, w którym kiedyś robiłem trzecią kawę i gapiłem się w monitor, czekając, aż coś się samo zrobi. Dziś w tym czasie wychodzę z domu, podnoszę ciężary i wracam z energią jak po dobrym śnie. Druga połowa dnia jest u mnie często bardziej produktywna niż pierwsza.

Kiedyś myślałem, że godzina na siłowni to godzina mniej dla klientów. Dziś wiem, że jest odwrotnie. Jestem spokojniejszy, lepiej śpię i mniej się denerwuję, kiedy coś idzie nie tak, a w tej branży coś zawsze idzie nie tak. Człowiek z jasną głową po prostu robi lepsze strony.

ZRÓB TO DZIŚ

Wpisz w kalendarz godzinę na trening i traktuj ją jak rozmowę z klientem. Motywacja przychodzi i odchodzi, nawyk zostaje.

04Weekendy mam bez siłowni. I to nie jest lenistwo.

Sobota i niedziela to u mnie czas bez sztangi, celowo. Mięśnie rosną wtedy, kiedy odpoczywasz, a nie wtedy, kiedy się katujesz.

Nie znaczy to, że leżę na kanapie. Co sobotę robię parkrun, a na spacery chodzę prawie codziennie, bo uwielbia je mój labradoodle Coconut. W weekend mam też czas na kuchnię: robię swoje batony proteinowe i pizzę na białkowym spodzie, z której jestem bardziej dumny, niż powinienem.

Odpoczynek to część planu, a nie nagroda za plan.

Coconut, rudo-biały labradoodle, siedzi na kolorowym kocu i patrzy w dół
Poznaj Coconuta. To dzięki niemu spaceruję prawie codziennie.

05Siłownia zaraża. Najpierw dom, potem klienci.

Tego się nie spodziewałem. Zaraziłem już żonę. Dzieciaki są jeszcze za małe, ale tylko czekają, kiedy będą mogły pójść ze mną, a na razie ćwiczą w domu.

Z klientami jest podobnie. Jak słyszą, że chodzę na siłownię, od razu łapiemy wspólny język. Zaczynamy od treningu, kończymy na projekcie, i te projekty wychodzą naprawdę fajne. Mam wrażenie, że ludzie, którzy pilnują siebie, zwykle pilnują też swojego biznesu.

06Nikt na Ciebie nie patrzy

Wiem, czego się boisz, bo sam się tego bałem. Że wejdziesz i wszyscy będą patrzeć, że nie będziesz wiedział, jak działa maszyna, że ktoś się zaśmieje.

Prawda jest taka, że każdy jest zajęty sobą: swoim treningiem, muzyką w słuchawkach i odbiciem w lustrze. A jak nie wiesz, jak coś działa, po prostu zapytaj. Ludzie na siłowni są dużo milsi, niż myślisz.

07Mini siłownia w ogrodzie to nie to samo

Zrobiłem sobie mini siłownię w ogrodzie. Działa, ale to nie jest to.

Naprawdę fajnie jest wyjść z domu, pójść tam i zobaczyć ludzi, którzy mają w głowach prawie to samo co Ty: zmęczenie, plany, jakąś swoją walkę. Nie wiesz, jak się nazywają, a i tak czujesz, że należysz do jednej grupy. Dla kogoś, kto większość dnia siedzi sam przed ekranem, to jest bezcenne.

08Siłownia nigdy nie jest za karę

Wiele osób traktuje trening jak karę za pizzę, za weekend albo za to, że brzuch nie mieści się w spodnie. Stary, to tak nie działa.

Jak nie będziesz przeginał pały i będziesz się dobrze odżywiał, ciało Ci za siłownię podziękuje. U mnie tłuszcz zaczął znikać sam, zanim jeszcze na serio zmieniłem dietę. Potem i tak ją zmieniłem, bo kiedy lepiej się czujesz, chcesz lepiej jeść. A jak dobrze zjesz, masz więcej siły i trening daje Ci więcej endorfin. Jedno nakręca drugie.

UWIERZ MI
To nie jest tydzień ani miesiąc. Raczej pół roku, rok albo dwa. Warto poczekać.

09Im szybciej zaczniesz, tym więcej dostaniesz

Dobrze, że w ogóle zacząłem. Ale gdybym zrobił to dziesięć lat wcześniej, oszczędziłbym sobie mnóstwa bólu pleców i nieprzespanych nocy.

Ciało to jedyna rzecz, której nie wymienisz na nowszy model ani nie zrobisz mu redesignu w weekend. Każdy rok bez ruchu kosztuje, a każdy rok, w którym ćwiczysz, procentuje. Więcej o tym, co siedzenie robi z oczami, plecami i głową, znajdziesz w 36 latach przed komputerem.

  1. 01Zacznij od dwóch treningów w tygodniu po pół godziny.
  2. 02Wpisz je w kalendarz jak spotkanie, którego nie odwołujesz.
  3. 03Jak nie wiesz, jak działa maszyna, po prostu zapytaj.

Mówię to nie jako ekspert od fitnessu, tylko jako facet, który przez lata siedział przed ekranem i myślał, że ma na to czas później.

Chodzisz już, czy wciąż się zbierasz? Daj znać.

Daj znać